niedziela, 20 lutego 2011

Vincenzo e spaghetti - parte 2


Vincenzo chcąc zaimponować la bionda, podrzucał makaron w kierunku sufitu, udawadniając, że jest al dente, podsuwał pod nos podsmażaną pancettę i kazał go wtykać w rozbełtane żółtka, parmezan i czosnek. Provare, assaggiare, degustare! Co chwilę cmokał znad patelni i szczerzył w uśmiechu zęby, snując opowieść o miłości do makaronu. A gdy danie wylądowało na moim talerzu, zapytał: ti piace questo sapore? buono? molto buono?
Mogłam tylko kiwać głową na znak, że saporito, bo jadłam jak prawdziwa Włoszka, czyli wciągałam spaghetti alla carbonara jak odkurzacz. Dosłownie!
Niebo w gębie!

Przepis z pamięci, więc nie ręczę, że wyjdzie spaghetti di Vincenzo!

Trzeba zakupić makaron - spaghetti, około 30 dag boczku wędzonego (chyba, że ktoś jest w stanie zdobyć gdzieś pancettę!), czosnek, parmezan, jajka, śmietankę 8%, oliwę, pieprz i sól. I co dalej? Vincenzo podsmażył na oliwie kilka ząbków czosnku (ja biorę trzy) i pokrojoną w paski pancettę. W tym samym czasie do posolonej wody wrzucił makaron (nie łamać go - zabronione!). Zrumieniony boczek i czosnek osuszył za pomocą papierowych ręczników (radzę to zrobić, bo boczek jest tłusty). Odcedził spaghetti - musi być al dente - czyli na ząb, niedopuszczalne jest doprowadzenie do sytuacji, w której zamienia się w gumowatą papkę! Do miski, w której znajdowały się cztery rozbełtane jajka, dodał pół szklanki śmietanki, trochę parmezanu i świeżo zmielony pieprz. Makaron przełożył do miski i wszystko dokładnie wymieszał - spaghetti musi być pięknie oblepione jajkiem i parmezanem. Na koniec dodał boczek i czosnek. (Jeśli jajka się nie zetną można całość podgrzać na małym ogniu - tylko chwilę, żeby nie przypalić!).
Posypał porcję, która wylądowała na moim talerzu parmezanem. I... basta. Danie gotowe.
Dodajcie do tego włoskie lekko musujące białe wino, miłego towarzysza lub towarzyszkę, która będzie mlaskać i wzdychać, piosenki Tiziano Ferro wydobywające się ze starego odbiornika, a poczujecie się jak ja pewnego sierpniowego dnia na czwartym piętrze budynku w pewnej włoskiej dzielnicy!

2 komentarze:

  1. mmmmm... dzięki za przepis :) na pewno zrobię! Czekam na więcej notek, bo kiedy je czytam mogę znowu poczuć ten ciepły włoski klimat!

    OdpowiedzUsuń
  2. Witam, ponieważ nie mogę znaleźć maila, to spróbuję przez komentarz.
    Podoba mi się ten blog i mam propozycję - proszę o kontakt na adres redakcja@oliwazoliwek.pl
    Pozdrawiam,Agata

    OdpowiedzUsuń